gotowanie, czysta micha

©2019 by Pyszne poranki. Proudly created with Wix.com

  • Natalia Wawrzyniak

Babeczki z jabłkami

Kochani, o słodyczach pisałam już trochę: tutaj i tutaj.


Więc nie będę się powtarzać. Zdradzę Wam jedynie patent na obniżenie zawartości cukru dodanego do wypieków.


Otóż, nie używam słodzików. Dla mnie najzwyczajniej w świecie są za drogie. Ksylitol, erytrol, stewia... Poza tym, osobiście uważam, że stosowanie ich regularne wcale nie jest dobre. Już Wam tłumaczę, dlaczego.


Jeśli chcemy zmienić na trwałe swój model żywienia, przestawić swój organizm i mózg na inne smaki, a w większości przypadków - chcemy zerwać lub ograniczyć znacznie słodycze, musimy zmienić swój stosunek do smaku słodkiego. Nie może on towarzyszyć nam na każdym kroku, bo nigdy nie uwolnimy się od niego. Dlatego uważam, że najlepiej jest ograniczyć słodkie, a nie zamieniać cukier biały na słodzik bez kalorii. Ktoś, kto uczciwie ograniczył cukier i doszedł do etapu, w którym jest mu z tym dobrze, nie będzie miał napadu na słodkie na weselu, w kawiarni, na spotkaniu rodzinnym czy w czasie świąt, ponieważ uczciwie będzie mówił, że proponowane wypieki są dla niego zbyt słodkie i po prostu mu nie smakują. Natomiast osoba, która "odpycha się" słodzikami jest w dużo gorszej sytuacji. Na co dzień może cieszyć się pysznym słodkim smakiem w dowolnej ilości, natomiast przy suto zastawionym stole radzi sobie znacznie gorzej, bo wszystkie serniczki wołają: "zjedz mnie!". I jak tu się oprzeć?


Przemyślcie sobie tę sprawę dokładnie, nim upieczecie kolejne fit ciacho pełne erytrolu. Czy to na pewno najlepsza droga dla Was?


Osoby, które nie uregulowały swojej relacji z cukrem często mówią, że mają napady na słodkie; że nie potrafią się opanować; że święta były; że czekolada wołała, że jak zjedzą jedną kostkę to już przepadły na amen.


Jedni uważają, że cukier uzależnia. Są też tacy, którzy uważają, że cukier sam w sobie nie uzależnia, bo inaczej każdy uzależniony jadłby cukier z cukiernicy.

Tak sobie myślę: nie każdy alkoholik wypija denaturat...

Jednakowoż cukier na pewno uruchamia pewne procesy w głowie, w organizmie, z których nie zdajemy sobie sprawy, a których efekt lubimy czuć: poczucie szczęścia, spokoju, błogostan, poprawa humoru, uczucie bezpieczeństwa...


To, co teraz powiem, zabrzmi patetycznie, ale słyszałam opinię, że słodki smak wyzwala w nas tak cudowne uczucia, ponieważ człowiek od narodzin ukierunkowany jest na słodki smak mleka mamy. Mieszanki mleka modyfikowanego też są bardzo słodkie (i to tak słodkie, że wykręcało mi twarz, gdy je próbowałam). Być może, być może coś w tym jest. Ale, na Boga, mleko mamy to nie czekolada! Smak cukru zawartego w mleku mamy i jego stężenie jest "nieco" inny, niż w ulubionej czekoladzie czy ciasteczkach. Więc nie tłumaczmy wszystkiego okresem noworodkowym i naturą.


Owszem, psychologowie dziecięcy i psychodietetycy widzą wpływ tego, jak karmili nas rodzice w wieku późniejszym na to, jakich wyborów dokonujemy teraz. A wiadomo, że 30 - 40 lat temu cukru dzieciom się nie odmawiało.


Ale teraz jesteśmy już dużymi dziećmi, świadomymi dziećmi, mamy wiedzę, której nie mieli nasi rodzice i jeśli nawet sami nie mamy dzieci, to jesteśmy MY. Dorośli, samodzielni, odpowiedzialni ludzie, decydujący sami za siebie. Potrafimy kupić mieszkanie, podjąć ryzyko zawodowe, finansowe.. A gdy pojawia się temat ograniczenia cukru: bezradnie rozkładamy ręce. Nie dajemy rady. Głupia substancja chemiczna nas pokonuje. I zamiast wziąć się do roboty jak zawsze, tłumaczymy się słabą wolą, genami, uzależnieniem... Potrafimy toczyć batalie sądowe o swojej sprawie, wywalczyć u szefa podwyżkę, wychować gromadkę dzieci, a k**wa pokonuje nas CUKIER. Widzicie jak to brzmi?


No, ale na razie dosyć o tym.

Miałam powiedzieć o ograniczeniu cukru w jednym z przepisów.


Oryginalny przepis na babeczki zawierał w sobie 2 jabłka starte na tarce, 150 g cukru, 16 g cukru waniliowego i 20 g miodu. Razem 186 g cukru, a załóżmy, że jabłka będą mało słodkie, zaokrąglijmy do 200 g cukru na 16 babeczek. Wychodzi 12,5 g cukru na babeczkę, czyli 2,5 łyżeczki. Dużo, biorąc pod uwagę, że jeśli słodzę kawę, to maksymalnie 0,5 łyżeczki cukru dodaję. Nie dam rady zjeść na raz 2,5 łyżeczek cukru.

W moim przepisie zamieniłam jabłka surowe na jabłka prażone ze słoika. Owszem, również słodzone. Z tym, że wraz z jabłkami dodałam zaledwie 55 g cukru. A nie 150 g. Policzmy: 55 + 16 + 20 = 91 g. Wychodzi 5,6 g cukru na babeczkę. Z 12,5 na 5,6. Z 2,5 łyżeczek na 1. I kaloryczność 1 babeczki wynosi 163 kcal! Proste? Proste. I nadal bardzo słodkie. Na tyle słodkie, że 1 łyżka miodu też by w zupełności wystarczyła (zamiast 2).


Oto pełny przepis:


100 g masła rozpuszczonego w rondelku

125 ml mleka 1,5%

2 jajka M

250 g mąki pszennej pełnoziarnistej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka cynamonu

50 g zmielonych migdałów

450 g jabłek ze słoika Symphatica (Lidl)

16 g cukru waniliowego

2 łyżki miodu


Łączymy letnie masło z mlekiem i jajkami. Mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, migdały i cukier waniliowy mieszamy razem. Następnie wlewamy masę maślaną do mąki. Mieszamy do połączenia się składników. Dodajemy jabłka, na koniec miód (mi został jeszcze Świąteczny Miód z Lidla, wzbogacony o ekstrakt z jabłka i cynamon). Masę wylałam do blaszki do babeczek, w papierowe papilotki. Wyszło mi 16 sztuk.

Piekłam w 180 stopniach ok. 25 minut.


Babeczki są niezwykle delikatne i wilgotne.

Przechowywałam je w lodówce w zamkniętych pojemnikach typu tupperwere. Nie skamieniały, nie wyschły. Idealnie sprawdziły się jako posiłek po siłowni.






10 wyświetlenia